Ostatni miesiac uplynal nam na czekaniu na wizy do Iranu. Formalnosciom nie bylo konca, biurokracja podniesiana do rangi arcydziela, pelne napiecia czekanie.
Przeszkod bylo kilka, z ktorych pierwszy to problemy z dostaniem sie na teren ambasad, ktory w Islamabadzie jest pilnie strzezony przez wojsko i dopiero po przejsciu kilku kontroli, specjalnym autobusem, wczesniej zostawiajac caly dobytek w depozycie mozna wjechac na ogrodzony teren i tam dalej kajac sie przed ambasadorem.
Ambasador, glowny dostarczyciel atrakcji i siwych wlosow rekwiruje paszporty, kaze sie zglosic jutro, zapominajac o drobnym fakcie, ze na teren ambasad bez paszportow nie wpuszczaja...Ile to ja dzisiaj mialem "radochy" przemykajac sie ze suszczona glowa pod okiem straznikow, recytujac pod nosem zdrowaski. Ostatecznie przy pomocy paszportu turystki z Korei, o imieniu Yasuka (jak to sie fonetycznie fajnie wymawia:) udalo sie.
Tak wiec droga do Ojczyzny stanela otworem, jeszcze tylko kilka atrakcji po drodze i piwo Tyskie przemieni sie ze snu w jawe!
Okres oczekiwania spedzilismy na polnocy Pakistanu, odwiedzajac miejsca juz nam znane, jak i zupelnie dla nas nowe. Miesiac obfitowal w przygody i nowe znajomosci, ktore maja szanse przerodzic sie w przyjaznie, taka mamy nadzieje. Pozdrawiamy wszystkich, z ktorymi spedzilismy te magiczne chwile posrod gor Hindukuszu, Himalajow i Karakorum.
Jak mozna sie domyslic, uslugi internetowe na polnocy Pakistanu nie sa na swiatowym poziomie, tak wiec blog zostal zapuszczony. Przepraszamy wszystkich, ktorzy mysleli, ze padlismy ofiara Mudzahedinow lub wpadlismy w rece talibanu (specjalnie napisane mala litera). Wielkie dzieki za te kilka maili pelnych troski o nas. Zdrowie nam dopisuje, choc jest odrobine nadszarpniete tym rokiem spedzonym w Azji (13-stego sierpnia stuknal nam rok w podrozy). Po powrocie do kraju pierwsze kroki kieruje do szpitala chorob tropikalnych w Gdyni ... niech mnie lecza. A co!
Tymczasem postaram sie nadgonic z blogiem.
02 wrzesień 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz