Nasi przyjaciele w Lahore nalegali bysmy koniecznie zostali do czwartkowej nocy, mowili, ze wtedy odbywa sie cos, co koniecznie musimy zobaczyc, ze byc w Lahore i nie zobaczyc tego widowiska to jakby wogole tu nie byc.
Tak wiec pozna noca, okolo pierwszej, wciskamy sie wszyscy do rikszy i po pol godzinnym rajdzie przez zalane smogiem miasto, docieramy na przedmiescia. Tutaj nikt nie spi, wrecz przeciwnie, w tym miejscu jest wszystko tylko nie sen. Won tysiaca ludzi miesza sie z wonia koziego miesa pieczonego na ruszcie, zapachem haszyszu, ktory tu pali kazdy, to czesc rytualu, ktory sie tu odbywa. Przeciskamy sie przez tlum, wlepione w nas setki oczu powoduja, ze zaczynam sie czuc nieswojo. Ula, mimo ze ma zakryta glowe, wydaje sie scigac spojrzenia kazdego mezczyzny. Fakt, ze w tlumie jest jedyna kobieta, do tego biala, powoduje, ze staje sie niemozliwym zachowac jakakolwiek anonimowosc. Szczesliwie obrzucani jestesmy jedynie spojrzeniami. Nasi przyjaciele prowadza nas w strone dzwieku bebnow. Idziemy szybko starajac sie otaczac Ule z kazdej strony. Nierowny, szarpany rytm staje sie coraz glosniejszy, przedzieranie przez motloch coraz trudniejsze, w ustach mam sucho, atmosfera jest tak gesta, ze szczypia oczy. W koncu udaje nam sie przecisnac przez ostatnia partie tlumu i zobaczylismy to, co sciagnelo tu tyle ludzi - Tanczacych Derwiszy.
Derwisze, wyznawcy Sufizmu, mistycznej odnogi Islamu, poprzez taniec wprowadzaja sie w gleboki trans, lacza sie z Bogiem. Znajdujemy miejsca pod sciana, siadamy na ziemi. Zewszad pojawiaja sie poczestunki, woda, owoce, skrety ... trudno odmawiac.
Derwisze tancza juz nieprzerwanie od kilku godzin, impreza jest juz mocno rozkrecona, pot splywa po nich strumieniami, wyrazy twarzy maja nieodgadnione - skupienie, euforia, trans, mistycyzm. Wszystko jest obce, niezrozumiale, fascynujace - szybki szarpany rytm bebnow, opetany taniec, mistyczny rytual.
Z powrotem w domu ladujemy okolo 5 nad ranem. Probujemy skrasc kilka godzin snu w wilgotnym upale nocy. W glowach nam jeszcze dudni rytm, przed oczami widzimy kolory tanca. To byla najbardziej fascynujaca rzecz jaka widzielismy podczas roku podrozy.
.
0 komentarze:
Prześlij komentarz