18 czerwiec 2008

M jak Malezja ...

To byla milosc od pierwszego wejrzenia, od pierwszych chwil spedzonych w nieziemskim upale, machajac kciukami z silnym postanowieniem, by ten wlasnie kraj zwiedzic autostopem. Chwile pozniej zatrzymal sie czerwony sportowy samochod, wystartowalismy z piskiem opon i usmiechami jak banany. Potem juz tylko tropikalna egzystencja w leniwym klimacie, przerwana jedynie wypadem do Indonezji.

Ostatnie dni spedzilismy z chlopakami, Mackiem i Rafalem spod znaku neverendingtrip i ich bliskich znajomych - Nikiego i trzech Jasiow Wedrowniczkow. Wieczorek zapoznawczy spedzlismy w KL, dalsze przygody na wyspach Perhentian, wiekszosc czasu w wodzie lub po woda.

Jeszcze niedawno podrozowalismy nie ograniczajac sie czasowo i kierunkowo. Na Perhentianach, kiedy morze oslepiajac lazurem lasilo sie do moich stop a palmy rzucajace zbawienny cien kolyslaly sie na wietrze, scisnelo mnie w gardle ... no nic ... postanowilisy sobie z Ula, ze przyjdzie taki czas, predzej czy pozniej, ze wrocimy do tych klimatow na dluzej, byc moze na zawsze.

Z Rafalem i Mackiem zakumplowalismy sie obrzydliwie, pomysl spedzenia ostatnich dni w Malezji, w ich towazystwie byl strzalem w przyslowiowa 10-tke. Pozdrawiamy serdecznie i do zobaczyska!

Posta pisze juz Indii, jeszcze kilka godzin czekamy na autobus do Kerali, pierwsze kroki w kierunku domu. Dziwnie jakos tak ...

Ponizej kilka fotek z nad i spod wody:


Vamos a la playa, o oo oo!
.
.
.
. .
.
.
.
.
.

0 komentarze: