Weh w lokalnym narzeczu oznacza - z daleka. Weh to takze nazwa wyspy na zachodnim krancu Sumatry, tak zwany – kilometr zero. By sie tam dostac, trzeba przjechac przez region zwany Acech. Region, ktory przez ostatnie kilkanascie lat szarpany byl walkami separatystycznymi i do ktorego niedawno powrocil pokoj. Pokoj ten jednak nie pojawil sie wraz z rozwiazaniem przycznyny konfliktu, wymuszony zostal silami natury. Acech jest czescia ladu polozona najblizej epicentrum trzesienia ziemi ktore wywolalo tsunami. 25 metrowa fala zazegnala konflikt, pokoj powrocil wraz z pojawieniem sie setek wolontariuszy z calego swiata. Cala ta otoczka sprawila, ze podazylem tam ciagniety jakims tajemniczym magnetyznem i checia nabicia sobie guza.
Po drodze spotykam pare Anglikow Jasona i Lise, podrozujacych instruktorow nurkowania. Lubie w podrozy takie momenty, kiedy z nowo poznanymi ludzmi czuje sie tak jakbym ich znal od wielu lat. Kilk i zaskakuje, ta sama czestotliwosc, chemia. Poznajemy sie o 6 rano na przystani , czekajac na prom na wyspe Weh. Juz wiem, ze moje kilka dni w tym zakatku swiata minie pod znakiem nura pod wode. Ze wzgledu na lokalizacje na Weh nie dociera wielu turystow, wiekszasc to zapeleni nurkowie. Tak wiec dni spedzam pod woda, a wieczory na sluchaniu historii pletwonurkow, ktorzy wiekszosc zycia spedzili z butla na plecach, zaliczajac najlepsze miejsca na swiecie. Pokazuja filmy z nurkowania z 6 metrowymi rekinami bez klatki ...
Jason jest fotografem zycia podwodnego, jego fotki mozna zobaczyc pod tym linkiem:
www.jasonspaffordphotography.com
Nury sa niesamowite, doslowny skok na gleboka wode. Maja niewiele wspolnego ze zrelaksowana atmosfera niedawnego kursu. 1,5 metrowe fale przyboju, prad ktory zrywa maske i glebokosci na granicy moich uprawnien. Pierwsze zejscie pod wode konczy sie niefortunnie, kiedy ze wzgledu na trudne warunki i brak doswiadczenia zuzywam wiekszosc powietrza z butli. Na powierzchni laduje z pusta butla, oddychajac powietrzem z butli instruktora. Dodatktowo instruktor podczas napelniania bojki sygnaliacyjnej, gubi balast i walczac z wypornoscia podczas przystanku na dokompresje, oplatuje nas od stop do glow linka bojki. Zachowalismy zimna krew, obylo sie bez ofiar , bylo jednak emocjonujaco ... Kolejne nury odbywaja sie bez perturbacji. W towarzystwie doswiadczonych petwonurkow czuje sie jak zoltodziob, moge jednak garsciami i za darmo czerpac od nich wiedze, udzielaja jej chetnie. Z Lisa i Jasonem, umowieni jestesmy na nurkowanie na Sipadanie za jakis miesiac, fajne bylo na dowidzenia powiedziec- do zobaczenia na Borneo :)
.
Ostatniego dnia znalazkem osobnika z ponizszego zdjecia w mojej poscieli, czas chyba spadac z Sumatry, jakos tu niebezpiecznie.

0 komentarze:
Prześlij komentarz