Po kilku dniach spedzonych razem na Sumatrze w Bukittingi, udalam sie w dluga 36 godzinna podroz do Jakarty... Doswiadczenia z podrozy autobusem mielismy podobne – bylam jedyna „biala” co wzbudzalo ogromne acz niechciane zainteresowanie reszty podrozujacych, do tego karaluchy, lokalna muzyka na caly regulator... Apogeum tego wszystkiego bylo na promie na Jawe, gdzie na prawde mialam ochote po prostu gdzies sie schowac, zniknac i miec choc chwile swietego spokoju, gdy nagle pojawil sie marynarz i oznajmil, ze kapitan zaprasza mnie na mostek, gdzie sie pospiesznie udalam. Zaloga przyjela mnie bardzo cieplo, herbatka, soczek, kilka wspolnych zdjec, wtedy po raz pierwszy cieszylam sie z tego, ze sie wyrozniam ;-)
Do Jakarty przyjechalam noca i jedyne o czym marzylam to prysznic i lozko! Miasto nie zrobilo na mnie szczegolnego wrazenia, szare, zatloczone, brudne wiec postanowilam szybko udac sie dalej, do Bandung, otoczonego kilkoma wulkanami. Opis w przewodniku brzmial bardzo zachecajaco, natomiast to co zobaczylam bynajmniej tak nie wygladalo. Po tylu godzinach w podrozy naprawde mialam ochote zobaczyc cos pieknego albo przynajmniej interesujacego i pewnie ruszylabym dalej gdyby nie nowo poznany miejscowy kolega, ktory zaoferowal pokazac mi okolice i zabrac na wycieczke do wulkanu. No wiec zostalam. Nastepnego dnia udalismy sie motorkiem do najwiekszego w okolicy czynnego wulkanu, nie wiedzialam tylko, ze to jest 95 km w jedna strone!!! Drogi waskie, dziurawe jak ser szwajcarski, a na nich wszystko co ma kolka i brak jakichkolwiek zasad drogowych! Myslalam, ze umre, naprawde. Ale bylo warto – wulkan wygladal niesamowicie, czulam sie jakbym chodzila po innej planecie.
.
Potem zaliczylismy gorace zrodla i z powrotem 95 km po rzeznickich drogach. Nigdy w zyciu nie cieszylam sie tak bardzo na powrot do hotelu!
.
Nastepnym przystankiem byla backpackerska Yogyjakarta. Fajne klimatyczne miasteczko, pelne malenkich uliczek, podroznikow i knajpek. W jednej z nich poznalam dwoch ciekawych osobnikow – lokalnego artyste o imieniu Didi oraz Dana, podroznika, z ktorym dalej pojechalismy na Bali. Wczesniej jednak zjechalismy z utartego szlaku by spedzic kilka dni w domu Didiego, w Jember, gdzie zakosztowalismy lokalnego zycia. Didi byl naszym kumplem, gospodarzem i przewodnikiem w wycieczce do Bromo, najpiekniejszej wulkanicznej scenerii, jaka w zyciu widzialam.
.
Podrozy do Bali nigdy nie zapomne! Didi wsadzil mnie i Dana do tzw „economi bus”, zapewniajac, ze kierowca jest jego przyjacielem i zyczac nam udanej podrozy... 9 h w super zatloczonym autobusie, zapach potu wszystkich obecnych, glosna muzyka i zamkniete okna, ktorych lokalni nie wiedziec czemu nie pozwalali otworzyc. Na kazdym przystanku nasz autobus zmienial sie w targ, sprzedajacy wchodzili z dwoch stron krzyczac i wymachujac na wszystkie strony swoim towarem... Na poczatku reagowalismy na to wszystko smiechem, ostatnie 2 h placzem! Tak wiec dojechalismy o 4 nad ranem na Bali, hurrrra!
.
Pierwsze kilka dni spedzilismy w regionie Bali o nazwie Kuta, slynacym z plaz, surfingu i nocnego zycia. Jak to trafnie ujal przewodnik: „Kuta to dla jednych kwint esencja Bali, dla drugich wszystko tylko nie to.” Ja nalezalam do tych drugich. Tak wiec szybko zwinelam manatki i ruszylam do Ubud, centrum kulturalnego Bali. Jeszcze w Yogyjakarcie poznalam przemila dziewczyne o imieniu Agung, ktora okazala sie byc balijska ksiezniczka... zaprosila mnie do siebie jak bede na Bali, a tak sie zlozylo, ze byla akurat z Ubud. Przyjela mnie w palacu, razem ze swoim narzeczonym, wnukiem krola... Okazalo sie, ze krol zmarl 28 marca b.r., ale oficjalnie mowi sie, ze „spi”. Kremacja ma nastapic po 3 miesiacach, dokladnie 15 lipca, na ktora jestesmy z Lukaszem zaproszeni. Niestety Luka zapomnial spakowac smokingu wiec chyba nici z imprezy... ;-)
.
Z rodzina krolewska...
Moim nastepnym przystankim na Bali bylo niewielkie nadmorskie miasteczko Padang Bai. Glodna przygody skierowalam swoje kroki w strone centrum nurkowego, gdzie zaliczylam niesamowite nury. Podczas jednego z nich udalo mi sie zobaczyc rekina, byl moze ze 3 metry od mnie i plywal sobie pod koralem. Byl piekny!
4 komentarze:
Uleńko jak ja Ci zazdrosze !!!! Z tego co widzę, to jest tam przepięknie !!! Ty też ziomku wyglądasz prześlicznie !!! Ulu cieszę się na mxa, że Ty się cieszysz, ale też strasznie tęsknie -))) Pozwiedzaj jeszcze troszke i przyjeżdzaj na nocną debatę -))) Miłej podróży Orszulko -)))) Asia
Dzieki Ziomenku, nastepnym razem jak zaplanujemy z Lukim "rozlake" to bierzesz urlop i do mnie przyjezdzasz na nocne debaty, a w Polsce beda poprawiny;-)
Buziaki!!!
Cześć Ula,
dawno nic o Tobie nie słyszałem, wczoraj Aga N. przesłała mi linka do Waszego bloga, a po kliknięciu weń - inny świat. ;-)
Niesamowite i bardzo krzepiące jest widzieć jak Inni realizują swoje marzenia.
Pozdrawiam z deszczowej dziś Polski i dziękuję za możliwość wciągającej lektury+zdjęcia (dla mnie lepszej niż National Geographic). Szczery szacunek.
krzygal - kolega ze studiów / no i z Okrajnika ;) /
PS - fajnie wyglądacie na fotkach.
Hej Krzysiu!
Dzieki za te cieple slowa, ciesze sie bardzo, ze napisales ;-) A co tam u Ciebie? Ostatni raz widzielismy sie na slubie Moni, zreszta tydzien przez Twoim ;-) Pozdrawiam najmocniej! ;-)))
Prześlij komentarz