Dotarlem do Jakarty o 2 w nocy. Wysypalem sie z autobusu wygladajac jak nieboskie stworzenie ... nic to jednak, pamietam imprezy, po ktorych zdarzalo mi sie wygladac gorzej. Godzine pozniej docieram do hotelu, ulica mimo poznej godziny tetni zyciem, tetni basem z przejezdzajacych samochodow, tetni zapachami z ulicznych jadlodajni otwartch 24/7. Dzielnica nazywa sie Jalan Jaksa, wydaje sie nie miec jednej ulicy dluzszej niz sto metrow i dwoch ulic biegnacych rownolegle. Jest jakas niesamowita energia w tych azjatyckich metropolich, w ktorych na jednej ulicy zaznac mozna wszystkich rozkoszy i cierpien swiata, przezyc przygode zycia albo zycie przegrac.
Ile mozna sie nauczyc o ludziach siedzac 80 godzin na tylku w azjatyckim polykaczu kilometrow? Zawsze ten sam scenariusz, poczatkowo szydercze smiechy, komentarze, dystans nie do przebycia. Z kazda godzina jednak, z kazdym momentem, kiedy widza, ze sie od siebie nie roznimy, ze tak samo jestem glodny, zmeczony, brudnny, ze tak samo spie i wstaje, bariera wydaje sie zanikac. 10 godzin pozniej zaczynaja sie pierwsze zaczepki, ktos rzuca kilka slow po angielsku, ja po indonezyjsku, pokazujemy cos na migi, usmiech, smiech, ciekawosc. 10 godzin pozniej jestem oblegany przez nowych przyjaciol, zewszad pojawiaja sie poczestunki, herbata, papierosy. Ci, ktorzy odrobine znaja angielski tlumacza swoim ziomkom, ci kiwaja glowami, poklepuja mnie po plecach. Wysiadam z autobusu otoczony serdecznoscia ... za kilka godzin w nastepnym bedzie to samo.
Po drodze wpada mi w rece ponizszy tekst, autor - Khalil Gibran. Mysle, ze na aktulanym etapie najlepiej ubiera w slowa to jak sie czuje:
Nie moge zaplanowac moich godzin snu, pracy czy posilkow. Zewszad slysze o ludzich, ktorzy potrafia sie stosowac do okreslonego harmonogramu: wstaja, jedza, pija herbate, ida spac zawsze o tej samej porze, dzien w dzien. I dumni sa z tej dyscypliny. Sadze, ze ci ludzie przezywaja w kolko ten sam dzien. Ja musze zyc tak, aby zdazylo sie to, co ma sie sie zdazyc, chce byc otwarty na nieprzewidzialne. Z kazdym mijajacym dniem staje sie inny i mam nadzieje, ze w wieku lat osiemdziesieciu wciaz bede potrafil doswiadczac przemian wewnetrznych. Jesli dozyje tego sedziwego wieku, nie mam zamiaru rozmyslac o moich przeszlych dokonaniach, lecz chcialbym wykorzystac w pelni kazda chwile, jaka mi zostanie. Nie moge planowac niczego waznego, jedynie blachostki. Planowanie spraw wielkich powoduje, ze staja sie one male.
04 maj 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Jejciu Łukasz super ten tekst, który zamieściłeś. Szczery i dający do myślenia ... Zresztą swoją drogą Twoje opisy też się bardzo przyjemnie czyta - w szczególności hasła w stylu "nie raz i tak wyglądałem gorzej po imprezie " - coś mi to mówi -))) gorąco Was pozdrawiam i tradycyjnie miłej podróży -)))
Aha zapomniałam się podpisać - Asia -)))
Prześlij komentarz