Do Bukittinggi dotarlismy chwile przed deszczem, ktory nie odpuscil az do monentu wyjazdu. Wszystkie nasze dzialnia odbywaly sie w strugach deszczu albo chwile przed nimi a jak juz zaczelo padac, znaczylo, ze nie przestanie az do switu. Bukittinggi lezy w dolinie otoczonej 3 wulkanami, z ktorych ostatnio jeden dawal oznaki aktywnosci, o zgrozo, jakies 3 miesiace temu. Niezrazeni tym faktem udalismy sie na poszukiwanie kolacji, gdyz nastala ta pora. Niosac nasze jedzenie w siatkach w strone miejsca zakwaterowania, w strugach deszcu natykamy sie na lokalna ekipe. 10-ciu kolesi staje sie naszymi przewodnikami i kumplami na nastepne kilka dni. Pod pretekstem szlifowania angielskiego, snuja sie z nami po okolicznych dzunglach, kanionach i korytach rzek, pokazujac okolice swoimi oczami. Deszczowe wieczory spedzamy popijajac cienkie wino palmowe, zagryzajac podplomykami z hinduskiej restauracji.
Fotki ze snucia ponizej:

My, ekipa i wino

Dzieciaki




Zdjecie z muzumanskiego kalendarza z laskami ... Muzulaski;)


.

.

Latajace lisy, nietopeze o rozpientosci skrzydel ponad 1m.

.

.

.

Lokalny kanion
0 komentarze:
Prześlij komentarz