01 marzec 2008

Odwiedziny z Polski

Po wielomiesiecznych pertraktacjach, planowaniu i zaangazowaniu wielu osob powitalismy moich rodzicow na singapurskim lotnisku. Do miasta zakazow i nakazow dotarlismy trzy dni przed ich przylotem w celu zorganizowania noclegow i transportu. W ramach pilnowania budzetu i dla przygody postanowilismy zamieszkac w parku. Na miejsce dotarlismy poznym wieczorem, wycienczeni wielogodzinnym stopem i upalem. Pierwszy raz w zyciu poczulem sie jak slimak ... zamieszkalem w domku, ktory nosze na plecach ...


Rankiem Ula, wyczolgujac sie z namiotu z szerokim usmiechem na ustach, zapytala sie mnie jak czuje sie jako kloszard? Jako kloszard czulem sie niewyspany i polamany, ale za to widok mielismy nieziemski. Namiot rozstawilismy na samym brzegu morza, widok warty wiele singapurskich dolarow, usypial nas szum morza, budzily nas w nocy lokalne, ciekawskie wyrostki. Wczesnym rankiem, kiedy w McDonaldzie pilem kawe, Ula w toalecie robila sie na ubostwo. Generalnie bylo git.
.

Z rodzicami spedzilismy niezapomiany czas, dostalismy duzo wsparcia, milosci, zyciowej madrosci. Nie bede tego czasu opisywal, zostawimy to dla siebie. Tesknimy, pozdrawiamy!



Aktualnie jestemy z powrotem w sennym Mersing. Za kilka dni jedziemy posprzatac sobie odrobine w glowach. O tym co nas czeka poczytajcie pod ponizszym linkiem:

http://www.pl.dhamma.org/

0 komentarze: