Jesli chcecie poczuc namiastke doznania trekingu w lesie deszczowym, proponuje ubrac buty trekingowe, spodnie i bluze z dlugim rekawem, zarzucic plecak i wstawic bieznie do sauny, nastepnie maszerowac dowolnym tepem przez kilka godzin. Doznania wzrokowe byly jednak niesamowite. Dzungla, w ktorej bylismy, rosnie nie przerwanie jak to szacuja naukowcy od 130 mln lat. Nie bylo na tym terenie ani dzialalnosci wulkanicznej, ani lodowcow, ani niczego, co moglo by zatrzymac rozwoj roslinnosci tak wiec jak mozna sie domyslic - roslinnosc jest bujna.
Jak mowia foldery, mozna sie tam natknac na tygrysa, slonia, nosorozca, malpe badz weza. Nam udalo sie spotkac dzikie swinie, pijawki, mrowki-olbrzymki i gigantyczane motyle, fajnie choc moglo byc znacznie ciekawiej. Noc spedzamy w namiocie na brzegu rzeki. Udalo nam sie zorganizowac calkiem ciekawy wieczor. Rozpalilismy ognisko, z przenosnych kolumienek poplynal jazz a Mike wyciagnal z plecaka butelke cieplego szmpana... Bylo nietuzinkowo.
Po rozstaniu z naszym nowym najlepszym kumplem, ruszylismy stopem w strone wschodniego wybrzeza. Podwozacy przescigaja sie w goscinnosci, potrafia nadkladac drogi, poszukiwac dla nas zakwaterowania, mimo naszych protestow (slabnacych) placa za posilki a nawet potrafia zaplacic za hotel. Na upartego dalo by sie zwiedzac Malezje bez pieniedzy.
Aktualnie jestesmy w Kota Bharu, poszukujemy odpowiedniego miejsca by dac nura pod wode, moze przy okazji zaliczymy kurs.
0 komentarze:
Prześlij komentarz