01 marzec 2008

Autostop

Autostopem zjezdzilismy Europe, wtedy jeszcze nie majac pojecia o swoim istnieniu. Potem planujac nasza wycieczke przeczytalismy ksiazke Kingi i Szopena o autostopie dookola swiata. Do tej pory mielismy mniej lub bardziej udane proby stopa w Indiach, Pakistanie i Tajlandi.


W Malezji wzielismy sie za stopa na powaznie. I jak do tej pory okazuje sie, ze podrozuje nam sie szybciej niz autobusem i oczywiscie duuzo fajniej!



Wczesnym popoludniem zaczepiamy przechodniow pytajac sie o droge do autostrady, szukamy dogodnego miejsca i czekamy machajac kciukami. Czasami czekamy minute, czasami godzine, upal jest taki ze lepiej nie mowic, bo musialbym uzyc lacinskiego slowa. Zawsze jednak przychodzi ten moment, w ktorym zatrzymuje sie fura i koles mowi: "Wsiadajcie, zawioze was tam dokad jedziecie, jest mi po drodze." Niektorzy nadkladaja drogi, wiekszosc zaprasza na obiad, zazwyczaj dowoza nas do centrum miasta pod sam hotel, czasem dzwonia do znajomych czy rodziny w miescie, do ktorego jedziemy, z zapytaniem czy nie mogliby nas przyjac na noc. Poczatkowo mielismy troche oporow z przyjmowaniem tej goscinnosci i szczodrosci, ale przeciez skoro daja czemu tego po prostu nie przyjac?



Podrozujac w ten sposob tracimy pojecie czasu, nie liczy sie juz o ktorej, kiedy i na ktora, liczy sie tylko tylko el camino, tylko droga. Nie ma juz terminow, rozkladow jazdy, poganiania i wszystkich tych niepotrzebnych wymyslow. Do poki nie pada ...





0 komentarze: